Do ciebie jakoś nigdy fotoreporter „Żołnierza Rzeczpospolitej” nie podszedł, no, dopiero później, już na sali sądowej albo jak cię ewakuowali z Nowej Polski w kajdankach, no tak. Ale ty na okładkę nigdy nie trafiłeś, bo raczej nie tyle na bohatera polskiej armii wyszedłeś, ile na antybohatera, na zdrajcę, a wiadomo, co się w Polsce robi ze zdrajcami. I miałeś szczęście, że inne tak zwane zasługi ci trochę wyprostowały ścieżki, bobyś na dupie na Pawiaku, nie Pod Blachą siedział.