– Dawniej trwała się rok trzymała farba nie zmywała – wyjaśniła Zebrokozia i popędziła dalej. – Szampon jajeczny jak kogel-mogel aż się kogla-mogla chciało się coś słodkiego zachciewało z kakałkiem ukręcić czy żółtko na włosy w chustkę zawinąć potrzymać pochodzić jak moja mamusia w deszczóweczce na raka w męczarniach deszczóweczkę do balii trzustka całkiem przeżarta deszczóweczkę. Deszczóweczkę? – powtórzyła Zebrokozia, zdziwiona chyba brzmieniem tego wyrazu, cmoknęła, wzruszyła ramionami i wróciła do artykułu o piosenkarce.
Cicha studentka ruszała nabłyszczonymi ustami jak ryba, w jej notatkach był zresztą przekrój jakiejś ryby z opisem po łacinie. Starszy mężczyzna w swetrze z owczej wełny westchnął ciężko, jakby skosił pole. Szum głosów w wagonie narastał, bo po posiłku wszyscy nabrali sił i chęci do rozmowy. Pociąg odrobinę przyspieszył, poczułam zapach alkoholu.
– Straszna śmierć, straszna, głęboko w ziemię wbite – powiedział ktoś za moimi plecami.