– Słyszałam.
– To pani opowiem. Z wycieczką tam byłem, proszę panią, w kościele się można zapisać, autokarami, z prowiantem, obiad w cenie. Ksiądz na mszy ten opłatek upuścił i jest taki zwyczaj, że jak upuści, to musi do wody w kielichu wrzucić. I patrzą po tygodniu, a tam czerwono, woda w krew się przemieniła. Krew, proszę panią, i coś jak skrzep w niej pływa.
– Skrzep?
– Pani poczeka! Wylali to na serwetkę białą, a tam nie żaden skrzep, tylko najprawdziwszy kawałek mięsa. Dali do zbadania DNA i grupę krwi i wie pani, co wyszło?
– Co?
– Że to kawałek serca Chrystusa!
– To naprawdę cud – zgodziłam się, ale taksówkarza nie interesowało moje zdanie.