Wyłączyłam się. Umiejętność odcinania się od tego, co dzieje się wokół, opracowałam jeszcze w dzieciństwie i często korzystałam z niej jako dorosła kobieta na nudnych zebraniach i przyjęciach. Nigdy nie zawiodła mnie umiejętność ponownego włączenia uwagi wtedy, gdy pojawiała się ważna informacja, jakaś część mnie pozostawała czujna, gotowa do ataku lub ucieczki. Minęliśmy z lewej strony Piaskową Górę, blokowisko, ojciec patrzył na nie z pogardą, ale Ewa zabrała mnie tam kiedyś na włoskie lody, pierwsze w mieście. Lizałyśmy jednego na spółkę, bo jak zwykle brakowało nam pieniędzy, i spacerowałyśmy, podziwiając swoje odbicia w szybach wystawowych. „Wyobraź sobie, że jesteśmy w Paryżu, Wielbłądko, na bulwarze nad Sekwaną, na Polach Elizejskich!” Przypomniałam sobie waniliową słodycz i podszyte zazdrością uczucie dumy, że moja piękna siostra przyciąga wszystkie spojrzenia. Nie chciałam dzielić swojego wspomnienia z taksówkarzem, ale gdybym miała tu swoją wierną wysłużoną toyotę, którą tuż przed wyjazdem zdewastowali mi w Warszawie bandyci, przejechałabym teraz wzdłuż tamtego mrówkowca, gdzie była lodziarnia.