Moja siostra, podobnie jak księżna Daisy, lubiła koty, które we mnie zawsze wzbudzały lęk. Do dziś nie jestem w stanie do końca pojąć, jak jedno stworzenie może łączyć w sobie tak doskonale kruchość i siłę. Moja siostra to rozumiała i gdy chodziłyśmy karmić dzikie koty żyjące pod Zamkiem Książ, miałam wrażenie, że one rozpoznają w niej kogoś podobnego sobie. Wydawało mi się, że całe to piękno i tajemniczość przynależą mojej siostrze w sposób oczywisty, jak księżnej Daisy, a gdy będę blisko Ewy, może i na mnie, niepozorną dziewczynkę w wielbłądzim kolorze, spłynie odrobina blasku, może zyskam trochę kociego wdzięku. Sądziłam, że to rozedrganie, które otaczało Ewę tak, że gdy patrzyło się na nią z pewnej odległości, powietrze wokół falowało jak nad rozgrzanym piaskiem, zapowiada coś wyjątkowego, coś na miarę Teresy Olivii Cornwallis-West i jej pereł.