Moja siostra była pewna, że perły księżnej Daisy są nadal w Wałbrzychu i trzeba je odnaleźć, by położyć kres klątwie. „Jedna osoba nie da rady i jeśli zatrzyma naszyjnik dla siebie, umrze w straszny sposób, rozszarpana od środka. Dlatego sznur trzeba rozciąć i rozdzielić klejnoty. To bardzo ważne!” Pewność Ewy wydawała się niezachwiana. Byłam ciekawa, kto dostanie perły księżnej Daisy. „Czy my także?” „Dostaną je strażnicy pereł”, tłumaczyła Ewa i lśniły jej oczy. „Kim są?” „Strażnicy pereł to osoby, które mają szczególną właściwość: siłę mogącą zrównoważyć klątwę poławiacza”. „A jeśli nie uda nam się odnaleźć pereł księżnej Daisy, to co wtedy?” „Co jakiś czas będzie się tu działo coś bardzo złego”. „Jak złego?”, chciałam wiedzieć. „Tak złego, że w najlepszym człowieku otwierają się przejścia, przez które zło wchodzi do środka i wtedy jest zgubiony”. „Którędy?” Przytulała mnie i łaskotała, „przez nosek, uszka, pod paszkami, między paluszkami, właśnie tędy”. „Trzeba temu zapobiec!” „Dlatego musimy znaleźć perły i wynieść je na słońce, ale koniecznie w ciemnych okularach, bo w przeciwnym razie oślepi nas ich blask”.