„Położymy je w ogrodzie pod porzeczkami, tam nikt ich nie znajdzie”, proponowałam. „Utopmy je w Zagórzu! Niech znikną na zawsze. Albo zamieńmy je na jedzenie dla kotów z Zamku!” Byłam praktyczną dziewczynką i w porównaniu z Ewą pozbawioną wyobraźni. „Nie możemy, Wielbłądko, nie należą do nas. Ale wejdziemy w Zagórzu na wiszący most, rozhuśtamy go z podbitką jak huśtawkę w ogródku jordanowskim, chcesz?” Taka była Ewa: zamęt, perły i rozhuśtany most.