Przyznaję – bo przecież teraz, kiedy idę po zaśnieżonym zboczu, mogę sobie na to pozwolić – że zacząłem bać się żony. Nieważne, że to ja jestem facetem, po prostu się bałem. Stawała się coraz bardziej agresywna i rzucała we mnie coraz bardziej niebezpiecznymi rzeczami. Kilka razy obudziłem się na kanapie w pokoju dziennym i widziałem, że Natalia stoi na progu. Po prostu stała i patrzyła na mnie. W koszuli nocnej, o drugiej w nocy. Kiedy zauważała, że nie śpię, odwracała się bez słowa i wracała do sypialni.
Myślałem o jej mściwości, opowiadała mi o niej na początku naszego związku. Z mojej pamięci wynurzały się opowieści o tym, jak na wycieczce w liceum wylała kolegom cały alkohol lub jak w internacie zalała pokój wkurzającym ją dziewczynom. Niezłe numery – myślałem wtedy. Ale teraz nie wydawały mi się już takie zabawne. Strach przed uśnięciem we własnym mieszkaniu, budzenie się z niespokojnego snu i sprawdzanie, czy w drzwiach nie stoi postać w koszuli nocnej, nie należą do najlepszych rozrywek.