– Chyba poczciwiną – powiedział zraniony i rozdrażniony. – Zbyt poczciwym, żeby podejrzewać, że będziesz się dopatrywać drugiego dna w moich słowach. Żałuję, że cię niepokoiłem. Nie chciałem tego. Przepraszam. Już pójdę.
– Czekaj – zatrzymałem go. – Czekaj.
Wszystko mi się w nim zgadzało: szczere spojrzenie, pewna siebie postawa, blask uśmiechu. Instynkt wskazuje nam właściwych ludzi. Ja instynktownie polubiłem tego chłopaka, młodego mężczyznę, który robił wrażenie tak odważnego i zranionego. Wszystko mi się w nim podobało, a to się nie zdarza często.
– Dobrze, popełniłem błąd – przyznałem, wyciągając rękę.
– Nie ma sprawy – powiedział, znowu się odprężając.
– Wróćmy do tego, że Vikram powiedział ci o więzieniu. Widzisz, taka informacja wzmogłaby zainteresowanie Interpolu – i zawsze budzi moje zainteresowanie. Rozumiesz to, prawda?
To nie było pytanie, a on to rozumiał.
– Pieprzyć Interpol.
– Jesteś detektywem.
– Pieprzyć detektywów. To informacja dotycząca przyjaciela, której nie ukrywa się przed przyjacielem, kiedy się ją pozna. Nikt cię tego nie nauczył? Wychowałem się na tych ulicach, tutaj, i wiem o tym.
– Ale nie jesteśmy przyjaciółmi.
– Jeszcze nie – powiedział Naveen z uśmiechem.