Przyglądałem mu się przez chwilę.
– Lubisz spacerować?
– Lubię spacerować i rozmawiać – odparł, włączając się wraz ze mną w kręte strumienie pieszych.
– Pieprzyć Interpol – dodał po chwili.
– Ty naprawdę lubisz mówić, co?
– I spacerować.
– To może opowiesz mi trzy krótkie spacerowe historie.
– Pewnie. Świetnie. Spacerowa historia numer jeden?
– Dennis.
– Wiesz – rzucił Naveen ze śmiechem, wymijając kobietę z ogromną paką makulatury na głowie – ja też tam byłem pierwszy raz. Oprócz tego, co sam widziałeś, mogę ci powiedzieć tylko to, co usłyszałem.
– Mów, co słyszałeś.
– Jego rodzice umarli. Podobno mocno go to zraniło. Byli dziani. Opatentowali jakiś wynalazek, który zaczął przynosić wielkie dochody. Dał Dennisowi sześćdziesiąt milionów.
– To nie był pokój za sześćdziesiąt milionów.
– Pieniądze pozostaną w funduszu powierniczym, dopóki on będzie się znajdować w tym transie.
– Dopóki nie wstanie z łóżka?
– To coś więcej niż leżenie w łóżku. Dennis we śnie wchodzi w stan samadhi. Jego uderzenia serca i oddech zwalniają do zera. Często jest praktycznie martwy.
– Pogrywasz sobie ze mną, detektywie.