Cień góry
Gregory David Roberts — Literatura

Przyglądałem mu się przez chwilę.

– Lubisz spacerować?

– Lubię spacerować i rozmawiać – odparł, włączając się wraz ze mną w kręte strumienie pieszych.

– Pieprzyć Interpol – dodał po chwili.

– Ty naprawdę lubisz mówić, co?

– I spacerować.

– To może opowiesz mi trzy krótkie spacerowe historie.

– Pewnie. Świetnie. Spacerowa historia numer jeden?

– Dennis.

– Wiesz – rzucił Naveen ze śmiechem, wymijając kobietę z ogromną paką makulatury na głowie – ja też tam byłem pierwszy raz. Oprócz tego, co sam widziałeś, mogę ci powiedzieć tylko to, co usłyszałem.

– Mów, co słyszałeś.

– Jego rodzice umarli. Podobno mocno go to zraniło. Byli dziani. Opatentowali jakiś wynalazek, który zaczął przynosić wielkie dochody. Dał Dennisowi sześćdziesiąt milionów.

– To nie był pokój za sześćdziesiąt milionów.

– Pieniądze pozostaną w funduszu powierniczym, dopóki on będzie się znajdować w tym transie.

– Dopóki nie wstanie z łóżka?

– To coś więcej niż leżenie w łóżku. Dennis we śnie wchodzi w stan samadhi. Jego uderzenia serca i oddech zwalniają do zera. Często jest praktycznie martwy.

– Pogrywasz sobie ze mną, detektywie.