Cień góry
Gregory David Roberts — Literatura

– Nie – zapewnił ze śmiechem. – W zeszłym roku już siedmiu lekarzy podpisało jego akt zgonu, ale Dennis zawsze znowu się budził. Dżamal, Teatr Jednego Aktora, przechowuje te dokumenty.

– No dobrze, czyli Dennis bywa od czasu do czasu praktycznie martwy. Jego ksiądz i księgowy muszą mieć z tym pewien problem.

– Dopóki Dennis jest w transie, jego majątek pozostaje w funduszu powierniczym, a on ma tylko tyle środków, żeby wystarczyło mu na mieszkanie i utrzymywanie się na poziomie odpowiednim do wymogów jego transu.

– Usłyszałeś o tym czy odkryłeś jako detektyw?

– To i to.

– Hm... – Zrobiłem pauzę, żeby przepuścić samochód, który jechał na wstecznym tuż przed nami. – Nie wiem, o co mu chodzi, ale muszę przyznać, że nigdy w życiu nie widziałem kogoś, kto by potrafił leżeć lepiej od niego.

– Jest bezkonkurencyjny – przyznał Naveen z uśmiechem.

Obaj przez chwilę o tym myśleliśmy.

– Druga historia? – spytał Naveen.

– Concannon – zdecydowałem, ruszając.

– Uprawia boks w moim klubie sportowym. Niewiele o nim wiem, ale mogę ci powiedzieć dwie rzeczy.

– Mianowicie?

– Ma zabójczy lewy sierpowy, którym potrafi znokautować, ale się odsłania, jeśli spudłuje.

– Ach, tak?