Cień góry
Gregory David Roberts — Literatura

– Za każdym razem. Wyprowadza cios prosty lewą, potem prawą, a lewy sierpowy zawsze ląduje mu w górze i jeśli nie trafia, zawsze zostaje bez osłony. Ale jest szybki i nieczęsto pudłuje. Dobry jest.

– I?

– Mogę też powiedzieć, że to jedyny mój znajomy, który zdołał mnie skontaktować z Dennisem. Dennis go uwielbia. Przytomnieje dla niego na dłużej niż dla kogokolwiek innego. Podobno chce go urzędowo adoptować. To trudne, bo Concannon jest od niego starszy i nie wiem, czy istnieje precedens adopcji białego przez Hindusa.

– Jak to „zdołał cię skontaktować”?

– Tysiące ludzi zabiega o audiencję u Dennisa, kiedy jest w transie. Wierzą, że w czasie przejściowej śmierci potrafi się skomunikować z ludźmi umarłymi na stałe. Niemal nikomu nie udaje się do niego wejść.

– Chyba że się przyjdzie i zapuka do drzwi.

– Nie rozumiesz. Nikt się nie ośmieli przyjść i zapukać, kiedy Dennis jest w transie.

– No co ty?

– Aż do teraz, kiedy to zrobiłeś.

– O Dennisie już sobie opowiedzieliśmy – powiedziałem, przepuszczając wózek ciągnięty przez czterech mężczyzn. – Wracajmy do Concannona.