– Jak powiedziałem, uprawia boks w moim klubie sportowym. Lubi się bić. Niewiele o nim wiem. Wydaje się rozrywkowy. Uwielbia imprezować.
– Nie liczy się ze słowami. Człowiek w tym wieku tak się nie zachowuje, jeśli nie może sobie na to pozwolić.
– Mówisz, że powinienem go obserwować?
– Tylko jego mroczną stronę.
– A trzecia historia? – spytał Naveen.
Zszedłem z drogi, którą szliśmy, i po kilku krokach stanąłem na wąziutkiej ścieżce.
– Dokąd idziemy? – spytał idący za mną Naveen.
– Na sok.
– Sok?
– Dzień jest gorący. Co z tobą?
– Nie, nic. Super. Uwielbiam sok.
Trzydzieści dziewięć stopni w Bombaju, mrożony sok arbuzowy, pracujący na pełnych obrotach wiatrak zbyt blisko głowy – pełnia szczęścia.
– Więc... ty serio jesteś prywatnym detektywem?
– Tak. Zacząłem przez przypadek... w pewnym sensie... ale robię to już od roku.
– Jaki przypadek zmienia człowieka w detektywa?
– Studiowałem prawo – wyjaśnił Naveen z uśmiechem. – Prawie dotarłem do dyplomu. Na ostatnim roku natknąłem się na pracę o prywatnych detektywach i o tym, jak wpływają na sądownictwo. Wkrótce przestało mnie interesować cokolwiek oprócz pracy detektywa, więc rzuciłem studia, żeby spróbować.
– I jak?
Naveen parsknął śmiechem.