– Rozwód jest zdrowszy od giełdy i o wiele bardziej przewidywalny. Zaliczyłem parę spraw rozwodowych, ale dałem sobie spokój. Pracowałem z takim jednym facetem. Wprowadzał mnie w zawód. Od trzydziestu pięciu lat obstawiał sprawy rozwodowe i nadal je uwielbia. Ja nie. Dla żonatego mężczyzny romans zawsze jest wyjątkowy. Dla mnie to ciągle ten sam smutny film.
– A odkąd opuściłeś bujne pastwiska rozwodów...?
– Na razie znalazłem dwa zaginione zwierzaki, zaginionego męża i zaginiony półmisek. Wygląda na to, że wszyscy moi klienci, niech ich Bóg błogosławi, byli zbyt leniwi lub uprzejmi, żeby rozpocząć poszukiwania na własną rękę.
– Ale chyba lubisz to bycie detektywem. Kręci cię, nie?
– Wiesz, dochodzenie kończy się odkryciem prawdy. Jako prawnik mogę znać tylko jakąś jej wersję. A tu mam wszystko czarno na białym, nawet jeśli chodzi tylko o półmisek z serwisu po babci. To szczera, nieskażona prawda.
– I będziesz to robić dalej?
– Nie wiem – powiedział z uśmiechem, znowu odwracając wzrok. – Zależy, czy się sprawdzę.
– Albo nie.
– Albo nie.
– To już trzecia historia. Naveen Adair, hindusko-irlandzki prywatny detektyw.
Naveen uśmiechnął się, błyskając białymi zębami. Ta biel szybko znikła.