Cienie pośród mroku
Remigiusz Mróz — Kryminały

I zrobił to. Bez wahania, bez jakichkolwiek oporów. Zaskoczyło go to, jak łatwo przyszło mu podjąć decyzję.

Nie mniej zdumiony był czymś innym – tym, ile czystej fizycznej siły wymagało zakończenie czyjegoś życia. I ile determinacji. Wydawało mu się, że wystarczy jeden odpowiednio mocny cios w newralgiczne miejsce, by ofiara się poddała, ale żadne uderzenie nie mogło sprawić, by człowiek przestał walczyć o swoje istnienie.

Ten bronił się długo, wytrwale. Nawet wtedy, kiedy zabrakło mu sił – a może przede wszystkim wówczas. Zupełnie jakby wstąpił w niego jakiś nowy duch, gotowy zrobić wszystko, by się ocalić.

Wystarczyłoby trochę odpuścić, dać mu nieco przestrzeni. Krótkie wahanie sprawiłoby, że ten człowiek by przeżył.

Zabójca jednak się nie wahał. Doprowadził sprawę do końca, a potem upewnił się, że jego ofiara nie żyje.

Teraz został sam, przynajmniej do czasu. Niebawem bowiem zaczną się procesy rozkładu, które zwabią tutaj całe mrowie insektów gotowych na żer, nekrofagów wyposażonych przez naturę w zmysł węchu, który jest w stanie przyciągnąć je do gnijących zwłok z niebotycznych odległości.