– Sześćdziesiąt metrów kwadratowych powierzchni. Drzwi po prawej prowadzą do sypialni, a po lewej do łazienki.
Wyciąga rękę i przeszywa mnie badawczym spojrzeniem. Potrzeba mi kilku sekund, by zrozumieć, że tym gestem zachęca, żebym zrobiła parę kroków i obejrzała jedno z pomieszczeń. Mój mózg działa jednak z opóźnieniem, więc w końcu agent pierwszy wchodzi do sypialni, wciąż z przepraszającym uśmiechem na ustach.
Tym razem drzwi ustępują bez trudu, rozlega się tylko ciche skrzypnięcie. Odgłos kroków mężczyzny cichnie, jest jakby stłumiony. Pewnie na podłodze leży dywan.
– Otworzę okiennice.