Co przyniesie jutro
Mélissa Da Costa — Literatura

Czekam. Dobiega mnie odgłos przekręcania klamki i chrapliwy zgrzyt, po czym pojawia się pojedyncza wiązka światła. Słyszę, jak mężczyzna napiera z większą siłą, a wtedy zawiasy głośno chroboczą i w następnej sekundzie pomieszczenie zalewa słoneczny blask. Wyraźnie widać unoszące się swobodnie drobinki kurzu, a na podłodze – miałam rację – leży miedzianobrązowy dywan, dopasowany pod kolor do płytek na korytarzu. Przy ścianie stoi łóżko, i to całkiem duże, z solidnym, ciężkim, ciemnym drewnianym zagłówkiem. Jest tam jeszcze staromodna, wysoka szafa z surowego drewna. Podstawowe sprzęty, nic poza tym. Prostota, która mi odpowiada. Niczego więcej nie potrzebuję, poza ciszą, chłodem i zasłonięciem okien.

– Okno wychodzi na wschód. Jeśli należy pani do rannych ptaszków, będzie okazja do podziwiania, jak słońce wyłania się zza lasu.

Nie wie, że nie mam zamiaru otwierać okiennic. Wolę półmrok.

– Czy ma pani jakieś pytania?

– Nie.

Zaskakuję go tym? A może wcale. Nie skupiam uwagi na jego twarzy. Po prostu czekam, aż spotkanie dobiegnie końca, dostanę klucze i będę mogła się zamknąć.