Wracamy na korytarz. Tym razem otwieramy drzwi po lewej. Sytuacja się powtarza. Okiennice skrzypią. Światło gwałtownie wdziera się do środka. Staromodna wanna w okropnym łososiowym kolorze. Jest też bidet. Kto ich jeszcze używa? Umywalka i kilka półek.
– Trzeba będzie poczekać, zanim woda zrobi się przejrzysta… Przez długi czas była odcięta, więc podejrzewam, że z początku może lecieć żółtawa.
Żółtawa, przejrzysta, jakie to ma znaczenie. Jest woda, wystarczy.
Żyrandol migocze, gdy wracamy na korytarz. Trzeba będzie wymienić żarówkę. Agent pcha ostatnie drzwi i kaszle. Pomieszczenie musi być zakurzone. Blade światło zapala się po kilku sekundach od naciśnięcia włącznika. Kuchnia jest urządzona w tym samym stylu co reszta domu: brązowe płytki, szafki z ciemnego drewna, tapeta w kolorze łososiowym z motywem białych pędów bambusa. Mężczyzna najpierw otwiera okno, potem okiennice, dzięki czemu do środka wpada świeże powietrze. Oślepiający blask zmusza mnie do zmrużenia oczu. Mam dość słońca. Błękitne niebo jest dla mnie zniewagą. Agent coś mówi, ale staję plecami do okna. Zwracam twarz w stronę chłodu, ciemności.