– Jak pani widzi, poprzednia właścicielka prowadziła ogród. W tym momencie jest oczywiście zaniedbany, ale jeśli tylko będzie pani miała ochotę, wystarczy przekopać ziemię i będzie gotowy do użytku.
Milknie. Chyba na mnie patrzy.
– Nie chce pani zobaczyć? Wszystko w porządku? Przeszkadza pani światło?
– Mam migrenę.
– Przepraszam, już zamykam.
Jestem mu za to wdzięczna. Znów zaczyna mówić, przekonany, że to konieczne, żeby skłonić mnie do podpisania umowy najmu jeszcze dziś:
– Poprzednia właścicielka była starsza. Zmarła trzy lata temu i od tamtej pory dom stał pusty. Nie żeby niszczał, wręcz przeciwnie, córka właścicielki, która mieszka na drugim końcu Francji, dba o jego stan, ale przyjeżdża tu zaledwie raz do roku, by przeprowadzić konieczne większe i mniejsze remonty. Ostatnio na przykład, jak wspomniałem wcześniej, ociepliła dach…
Wcale go nie słucham, ale nawet tego nie zauważa.
– Nie, problemem jest to, że ludzie uciekają z terenów wiejskich. Wszędzie jest podobnie, a Owernia nie znajduje się bynajmniej na szczycie listy wymarzonych miejsc.
– Meble zostają?
Kiwa głową, zupełnie nieprzejęty tym, że mu przerwałam.