– Oczywiście. Wszystko zostaje. Córka pani Hugues, poprzedniej właścicielki, postanowiła zachować wystrój i pamiątki po matce. Być może pewnego dnia się tu przeprowadzi. Na emeryturze na przykład. Rzeczy osobiste złożyła na poddaszu, starannie poukładane w kartonach, ale jeśli to pani przeszkadza, mogę się z nią skontaktować…
– Nie, nie mam nic przeciwko.
Pociera dłonie z zadowoleniem.
– Czy nie chciałaby pani jeszcze raz, na spokojnie, przejść się po domu?
– Nie, nie ma takiej potrzeby.
– A ogród…
– Spieszę się.
– Aha…
– Możemy podpisać papiery?
Jest zaskoczony, nie da się ukryć. Nie spodziewał się, że pójdzie tak łatwo. Dom, który mają w ofercie od trzech lat, a tu wystarczyło jedno spotkanie i spisujemy umowę.
– Jest pani pewna?
Sam się sobie dziwi, że mnie o to pyta. Zdradza to wyraz jego twarzy.
– Tak.
– No cóż… Oczywiście, mam formularz umowy w samochodzie, ale… Będziemy potrzebować jeszcze paru dokumentów…
Nawet nie czekam, aż skończy mówić, tylko od razu sięgam do torebki. Jestem przygotowana. Wsunęłam każdy z wymaganych papierów do foliowej koszulki: kopia zeznania podatkowego, zaświadczenie o dochodach, pismo notariusza dotyczące testamentu i należnej mi części spadku, dowód osobisty.