Co przyniesie jutro
Mélissa Da Costa — Literatura

– Och… Ma pani wszystko. Świetnie.

Siadamy przy kuchennym stole, by zająć się formalnościami i uzupełnić dane w umowie.

– Jestem zaintrygowany.

Mija kilka sekund, zanim zdaję sobie sprawę, że zwraca się do mnie. Zauważam, że skończył sprawdzać dokumenty, które mu wręczyłam, i teraz, z rękami położonymi płasko na stole, świdruje mnie wzrokiem.

– Słucham?

– Pochodzi pani z okolicy?

– Nie. Z Lyonu.

– Ma pani rodzinę w sąsiedztwie?

Potrząsam głową. Cmoka, żeby podkreślić, że tym bardziej nie rozumie.

– Dziwi mnie po prostu, że samotna młoda kobieta chce zamieszkać na takim odludziu.

Nie otrzymuje ode mnie żadnych wyjaśnień, co kończy naszą rozmowę. Oddaję mu umowę w dwóch egzemplarzach podpisaną niebieskim jednorazowym długopisem marki Bic.

– Dobrze, w takim razie przejdźmy do sporządzenia protokołu zdawczo­-odbiorczego.

Zostawiam drzwi otwarte i czekam, aż samochód agenta zniknie na końcu drogi, w gęstym lesie porastającym okoliczne wzgórza. Dopiero wtedy zamykam się w domu. Ciemność, cisza, chłód. Przez długie sekundy stoję oparta o drewniane drzwi, by się upewnić, że mężczyzna nie wróci, że wreszcie jestem sama.