Nie zabrałam ze sobą dużego bagażu, tylko jedną walizkę, która została w bagażniku samochodu i może tam jeszcze poczekać. Resztę zostawiłam. Nie chciałam, aby coś, szczególnie zdjęcia, przypominało mi poprzednie życie. Życie sprzed wieczoru dwudziestego pierwszego czerwca.
Jak inni to robią? Patrzą, jak ich świat roztrzaskuje się w drobny mak, a potem wracają do dokładnie takiej samej codzienności, w jakiej żyli przedtem. Po kilku dniach idą, jak gdyby nigdy nic, do pracy, wciąż mieszkają w tym samym domu, w tej samej dzielnicy… To ponad moje siły. Oboje nagle mnie opuścili, tej samej nocy, i odtąd tamta rzeczywistość, w której się rozwijałam, oddychałam i budziłam co rano przez dwadzieścia dziewięć lat, przestała istnieć.
Klucze od mieszkania zostawiłam u Anne. Zrobi to, co uzna za słuszne. Nie pozbyłam się mebli ani sprzętów. Nie znalazłam na to ani czasu, ani odwagi. Chciałam jak najszybciej wyjechać. Zostawiłam wszystko. Nawet nie posprzątałam. Kubek z herbatką ziołową, którą piłam, kiedy zadzwonił domofon, pewnie wciąż stoi na blacie, a obok bez wątpienia leży otwarty katalog, który wtedy przeglądałam. Kapcie Benjamina czekają w korytarzu.