I choć wciąż szokuje mnie znieczulica niektórych mieszkańców Nowego Jorku, to właśnie dlatego dziesięć lat temu się tutaj przeprowadziłam. Tacy jak ja muszą żyć w zatłoczonych miastach. W tak ogromnej społeczności moje życie nie ma znaczenia. Żyją tu tysiące ludzi, których historie są bardziej żałosne niż moja.
Tu jestem niewidzialna. Nieistotna. Zatłoczony Manhattan ma mnie w dupie i za to go kocham.
– Jest pani ranna?
Kiedy podnoszę wzrok, widzę mężczyznę, który dotyka mojego ramienia, uważnie przyglądając się zaplamionej bluzce. Mierzy mnie zaniepokojonym wzrokiem, szacując obrażenia. Jego zachowanie sugeruje, że nie należy do zahartowanych nowojorczyków. Być może mieszka tutaj, jednak pochodzi z miejsca, w którym ludzie nie stracili jeszcze empatii.
– Jest pani ranna? – pyta ponownie, patrząc mi prosto w oczy.
– Nie. To nie moja krew. Stałam obok niego, kiedy…
Milknę. Widziałam czyjąś śmierć. Byłam tak blisko, że ochlapała mnie krew ofiary.