Przeprowadziłam się tutaj w poszukiwaniu niewidzialności, ale na pewno nie jestem niewrażliwa. Dopiero nad tym pracuję – muszę stwardnieć jak beton, po którym stąpam. Nie idzie mi najlepiej. To, co przed chwilą zobaczyłam, wywołuje rewolucję w moim żołądku.
Zasłaniam usta dłonią, ale natychmiast ją cofam, wyczuwając coś lepkiego na wargach. Krew. Patrzę na swoją bluzkę. Morze krwi, nie mojej. Próbuję odsunąć materiał od ciała, ale przylepia się tam, gdzie plamy zaczęły już zasychać.
Potrzebuję wody. Kręci mi się w głowie, chciałabym pomasować sobie czoło, ścisnąć nos, jednak boję się dotykać. Odwracam się do nieznajomego, który wciąż trzyma mnie za ramię.
– Mam coś na twarzy?
Zaciska usta i ucieka wzrokiem, rozglądając się po ulicy. W końcu wskazuje na pobliską kawiarnię.
– Powinni tam mieć łazienkę – stwierdza, opierając dłoń na moich plecach i kierując mnie w stronę drzwi.
Odwracam się, spoglądając na budynek Pantem Press, do którego właśnie zmierzałam. Byłam tak blisko. Pięć, sześć metrów od miejsca spotkania, na którym koniecznie musiałam się pojawić.
Ciekawe, jak daleko od swojego celu była ofiara tego wypadku?