Coraz większy mrok
Colleen Hoover — Literatura

Mój towarzysz rusza do wyjścia, ale zamiast mnie zostawić, kiedy tak stoję w swoim najbardziej tandetnym staniku, zamyka drzwi, żeby nikt nie wszedł, gdy jestem w samej bieliźnie. Ta rycerskość trochę mnie peszy. Z napięciem wpatruję się w jego odbicie w lustrze.

Ktoś puka do drzwi łazienki.

– Chwileczkę – odpowiada nieznajomy.

Odprężam się nieco, zdając sobie sprawę, że w razie czego osoba za drzwiami usłyszy moje krzyki.

Koncentruję się na ścieraniu krwi z szyi i piersi. Przyglądam się uważnie swoim włosom, kręcąc kosmykami, ale znajduję jedynie pociemniałe odrosty.

– Proszę. – Mój towarzysz rozpina ostatni guzik swojej śnieżnobiałej odprasowanej koszuli. – Niech pani ją włoży.

Wcześniej zdążył się już pozbyć marynarki, która zawisła na klamce. Pod koszulą nosi biały podkoszulek. Jest dobrze zbudowany, wyższy od mnie. Utonę w jego koszuli. Nie mogę iść w niej na spotkanie, ale nie mam innego wyjścia. Przyjmuję jego dar. Osuszam się kilkoma papierowymi ręcznikami i zapinam guziki. Wyglądam przekomicznie, lecz i tak wdzięczna jestem losowi, że to nie moja krew wylądowała na czyjejś bluzce. Zawsze trzeba szukać pozytywów.