Coraz większy mrok
Colleen Hoover — Literatura

Wyjmuję z umywalki bluzkę i stwierdzam, że jest nie do uratowania. Wyrzucam ją do kosza i opierając się o porcelanową misę, wbijam wzrok w swoje odbicie w lustrze. Odpowiada mi pustym spojrzeniem. Groza ostatnich wydarzeń nadała moim oczom ciemnobrązową barwę. Pocieram dłonią policzki, próbując wywołać rumieńce, ale na próżno. Jestem blada jak śmierć.

Opieram się o ścianę, stojąc tyłem do lustra. Nieznajomy wpycha właśnie krawat do kieszeni marynarki i przygląda mi się z uwagą.

– Zastanawiam się, czy jest pani całkowicie spokojna czy w kompletnym szoku.

Nie jestem w szoku, ale spokojem bym tego też nie nazwała.

– Nie wiem – przyznaję. – A pan jak się czuje?

– W porządku. Niestety, widywałem już gorsze rzeczy.

Przechylam głowę, próbując rozszyfrować tę niejasną odpowiedź. Odwraca wzrok, co sprawia, że wpatruję się w niego jeszcze intensywniej, zastanawiając się, czy widział, jak ciężarówka miażdży komuś głowę. Może to jednak nowojorczyk. A może pracuje w szpitalu. Otacza go aura towarzysząca zwykle ludziom mającym wprawę w wydawaniu poleceń.

– Jest pan lekarzem?

Kręci głową.

– Pracuję w nieruchomościach. To znaczy pracowałem.