Właściwie podczas takich transakcji handlowych nikt już nie mówił o kwotach, a jedynie o towarach, jakie można było nabyć danego dnia za sprzedane dobra. Jej tata twierdził, że pieniądze dosłownie co kilka godzin tracą na wartości, bo teraz szaleje hiperinflacja. Nie rozumiała tego pojęcia, ponieważ była zbyt mała, ale jej starszy brat, Serafin, objaśnił jej, że za walizkę wypchaną banknotami jednego dnia mogą kupić dwa bochenki chleba, a następnego już tylko jeden.
Dziewczynka uważała swojego siedemnastoletniego brata za wszechwiedzącego, chociaż tata niekiedy jej mówił, że Serafin nabija Judith głowę głupotami, bo chce uchodzić za kogoś mądrzejszego niż jest.