Wszyscy opuścili wreszcie mieszkanie i wyszli na klatkę schodową wyłożoną czerwonym chodnikiem. Linda i Johannes szli, trzymając się za ręce, jakby nie mogli się rozstać, a Alex i Filip rozpoczęli zawiłą dyskusję na temat zalet win francuskich i niemieckich. W mieszkaniu na pierwszym piętrze otworzyły się drzwi, a żyjący tam samotnie stary radca sądowy wysunął spoza nich głowę i rozejrzał się. Zawsze nasłuchiwał, chcąc koniecznie spotkać kogoś z rodziny Degnelly i wciągnąć do rozmowy. Teraz, o tej godzinie, jego twarz promieniała zadowoleniem.
– Czy słyszał pan, co się stało? – zwrócił się radca do Johannesa.
Johannes, który miał wyrzuty sumienia, bo muzyka z gramofonu była zbyt głośna, uśmiechnął się z większą dozą uprzejmości niż zwykle.
– Nie. A co się stało? – zapytał bardziej z grzeczności niż zaciekawienia. „Pewnie powie”, pomyślał, „że kotka sąsiada urodziła młode albo coś równie wstrząsającego”.
– Dokonano zamachu na austriacką parę następców tronu. W Sarajewie. Oboje nie żyją. Zamachowiec jest prawdopodobnie członkiem serbskiego podziemia.
Johannes wypuścił rękę Lindy, a Alex i Filip nagle umilkli.
– Co takiego? – spytał w końcu Johannes.