– Czy możesz sobie wyobrazić, że umierasz? – zapytał nieoczekiwanie Christian. Jego przyjaciel Jorias, milczący i zatopiony w myślach, drgnął przerażony.
– O czym ty mówisz? – spytał.
– No, zastanawiałem się po prostu, bo jeśli będzie wojna i… jeśli ona będzie trwać długo, to możemy być powołani. W przyszłym roku zdajemy egzamin na podchorążych i wówczas… Ach, to tylko taka głupia myśl.
Jorias pokiwał głową ze zrozumieniem. Od strony lokomotywy dobiegł przeraźliwy gwizd, a koła pociągu dudniły po torach. Obaj przyjaciele patrzyli w rozciągającą się za oknem ciemność letniej nocy, ale widzieli tylko odbity w szybie obraz słabo oświetlonego przedziału.
– Niedługo będziemy już w Insterburgu – odezwał się po długim milczeniu Christian, a w jego głosie dźwięczała radość. Ten młodszy brat Felicji Degnelly skończył właśnie szesnaście lat i należał do tych, na których Rzesza Niemiecka spoglądała z dumą i nadzieją: był kadetem. Wychowany został według najlepszych pruskich tradycji i zasad, dzięki którym dzieci szybko stawały się żołnierzami – musztrowane aż do upadłego, wykształcone jak profesorowie, ale przede wszystkim zarażone świętą miłością do cesarza, ojczyzny i… śmierci.