Zwykle o tej porze, w tym pociągu, ich rozmowy obracały się tylko wokół najbliższych pięciu tygodni, tym razem jednak obaj chłopcy milczeli. Z każdą chwilą coraz bardziej oddalali się od Berlina i niedługo mieli znaleźć się na ulubionej, rozgrzanej słońcem facjatce w Lulinnie. Przed nimi było przecież tak długo wyczekiwane lato, lecz ciągle przychodziły im na myśl słowa wygłoszone przez kapitana w południe przed całą kompanią: „Austriacki następca tronu i jego małżonka zostali zamordowani w Sarajewie, prawdopodobnie przez serbskiego zamachowca. Nie jest wykluczone, że jeszcze podczas waszego urlopu Jego Wysokość Cesarz ogłosi stan zagrożenia wojennego. W takim wypadku musicie bezzwłocznie i bez żadnych dalszych rozkazów wracać do korpusu kadetów!”.
Stan zagrożenia wojennego, stan zagrożenia wojennego… chwilami wydawało im się, że koła pociągu wystukują te słowa.
„Właściwie wcale się nie boję”, pomyślał Christian. „Nie, tylko to jest jakieś takie nierzeczywiste. Nie mogę sobie wyobrazić wojny”.
– Czy ktoś jeszcze wsiadał w Kaliningradzie? – Konduktor pojawił się zupełnie znienacka i zajrzał do przedziału. Z zadowoleniem zmierzył wzrokiem obu chłopców.