– Dziękuję, już dawno zrozumiałam. Musisz przecież obalić jakiś tam międzynarodowy monopol finansowy, a więc trudno, abyś miał czas na cokolwiek innego. Lepiej całymi nocami ślęczeć nad Marksem, niż pocałować dziewczynę. Doprawdy, cóż za oszałamiająca perspektywa. Życzę ci przyjemnej zabawy!
Felicja odwróciła się i ruszyła przed siebie biegiem. Znała drogę doskonale, nie potknęła się więc o korzenie i gałęzie w zapadającym zmroku. Oczywiście oczekiwała, że Maksym pogna za nią, ale po chwili stwierdziła, że nic takiego nie nastąpiło. W oczach zapiekły ją łzy upokorzenia i gniewu. Biegła dalej bez tchu i opanowała się dopiero na obsadzonej dębami alei wiodącej do dworu. Zatrzymała się, wyjęła gwałtownym ruchem chusteczkę i wytarła nos i oczy.