– Nie przerażać się proszę, panienko, nie przerażać! To ja, Jadzia!
– Ach, Jadzia, przestraszyłaś mnie! Co ty tam robisz w tych krzakach?
Polka Jadzia była już od wielu lat służącą w Lulinnie, a dziadek Domberg mawiał, że nie wiadomo, czy da się ona z miłości do swych chlebodawców poćwiartować, czy też którejś nocy sama zamorduje ich śpiących w łóżkach. Jadzia chodziła zawsze własnymi, tajemniczymi drogami, czasami znikała na długie dni, po czym znów pojawiała się niespodziewanie jak gdyby nigdy nic. Mawiano, że była albo szmuglerką, albo socjalistką – albo jednym i drugim.
– Wiem coś – odezwała się tajemniczo.
– Co takiego? – spytała Felicja w nadziei, że będzie to coś ciekawego. Jadzia podeszła bliżej.
– Zabili austriackiego następcę tronu, dziś, w Sarajewie. Jakiś Serb go zastrzelił!
– Ach! – powiedziała dość obojętnie Felicja, czując rozczarowanie.
– Wojna będzie – mówiła dalej Jadzia – wielka wojna.
– Z pewnością nie, Jadziu. Dlaczego zaraz miałaby być wojna?