Czas pokaże
Anna Ficner-Ogonowska — Literatura

– Ciekawe, czy to fotomontaż – powiedziała Nela jakby sama do siebie, odzyskując bardzo powoli normalny oddech, bowiem posprzątanie tego mieszkania wymagało od nich oprócz silnej woli i odporności na stres również doskonałego zarządzania czasem pracy: czyli tempa, tempa i jeszcze raz szybkiego tempa.

– Coś ty! – ofuknęła przyjaciółkę. – To najprawdziwszy ślub pod słońcem, tyle że w obrządku polinezyjskim.

– Co?! – Nela obdarzyła ją zszokowanym spojrzeniem.

– No mówię ci! To żaden fotomontaż. Tam morze naprawdę ma taki kolor, i kwiaty też, chociaż wyglądają jak żywcem wyjęte z reklamy – mówiąc to, wlepiła wzrok w zdjęcie, któremu przyglądała się już nieraz.

– Skąd to wiesz? – Nela powoli wracała do siebie.

– Oglądałam kiedyś jakiś program podróżniczy, pojawiała się w nim właśnie taka ślubna szopka. Zwijamy manatki? – zapytała, bo wiedziała, że jej mama dostanie palpitacji serca, jeśli pojawi się w domu po dwudziestej drugiej.

– Daj mi jeszcze chwilę – poprosiła Nela, wpatrując się w wysprzątaną na błysk kuchnię, którą miały przed sobą.

– Jak sobie życzysz – odpowiedziała przymilnie.

– Jak myślisz, wzięli też taki normalny ślub? – Nela znów zatopiła wzrok w błękitnej lagunie.