Ruszyły przed siebie. Brnęły przez siarczysty mróz, kłujący niemiłosiernie ich młode twarze. Od małego mieszkania w starym, zaniedbanym wieżowcu dzieliło je jakieś czterysta metrów.
Uwielbiała spacerować. Gdy tylko mogła, rezygnowała z komunikacji miejskiej. Energicznie stawiała kroki, obserwując uważnie mijających ją przechodniów. Lubiła ludzi. Lubiła zapamiętywać ich twarze. Zastanawiała się, jakie historie odmalował na nich czas, znamiona jakich uczuć nosiły, a czasem dostrzegała, że były poważnie okaleczone właśnie przez ich brak.