Jego podwładny nie mógł pojąć, dlaczego dowódca nie wskakuje w środku nocy do auta, dlaczego nie pędzi na łeb na szyję do nieodległego przecież miejsca, dlaczego z tą radosną wieścią nie telefonuje do swojego bezpośredniego przełożonego, SS-Brigadeführera Lothara Beutla, a nawet do samego szefa Służby Bezpieczeństwa[3] SS-Obergruppenführera Reinharda Heydricha! Taką opieszałość w działaniu mógłby zrozumieć tylko ten, kto by dobrze – tak dobrze jak wysoki funkcjonariusz SD Walter Ronigger – znał polski wywiad, czyli Oddział II Sztabu Głównego Wojska Polskiego, w skrócie zwany po prostu Dwójką. Otóż Ronigger – jeszcze do niedawna oficer kontrwywiadu SD – wiedział, że beztroskie pozostawienie otwartego archiwum tak rażąco odbiega od zwyczajów wroga, iż musi być co najmniej podejrzane. Wiedział też, do jakich kpin i prowokacji jest zdolny major Jan Henryk Żychoń, szef Referatu Zachód Dwójki, odpowiedzialny za działania przeciwko Niemcom. Ten znienawidzony przez Abwehrę as polskiego wywiadu wprawdzie uciekł z całą polską tchórzliwą elitą tam, gdzie pieprz rośnie, co nie znaczyło, iż nie pozostawił tutaj na swych śmiertelnych wrogów jakichś dezinformacyjnych pułapek.