Damy polskiego imperium
Kamil Janicki — Historyczne

Głos miała donośny. A gdyby nawet taki nie był, to i tak każdy usłyszałby, co ma do powiedzenia. Gwardziści i dworzanie nie ważyli się otworzyć ust, zagłuszyć jej, zaprotestować. Stali w szeregu na skraju dziedzińca, odgradzając swoją panią od ciężkich dębowych wrót Wawelu. Z oddali scena mogła wydawać się groteskowa. Jedenastoletnia dziewczynka o złocistych włosach opadających puklami na ramiona grozi całej gromadzie dorosłych mężczyzn. Z bliska jednak obraz nie budził żadnej śmieszności. Rozwścieczona nastolatka odznaczała się posturą dorosłej niemal kobiety. Rysy miała stanowcze, ton głosu władczy. Przede wszystkim zaś: była królem. Nie królową, nie małżonką władcy, ale właśnie pełnoprawnym monarchą, jednoosobowo odpowiedzialnym za losy kraju. Formalnie wciąż jeszcze uchodziła za dziecko. Pełnoletnia, przynajmniej w świetle prawa i obyczaju, miała się jednak stać już za kilka miesięcy. I każdy, kto ośmielił się jej sprzeciwić, musiał brać po uwagę, że wkrótce spadnie na niego najprawdziwsza furia.