Damy polskiego imperium
Kamil Janicki — Historyczne

Z oczu strażników dało się wyczytać wahanie. Może nawet któryś wycofał się, pospiesznie znikając sprzed oblicza Jadwigi. Pozostali z zebranych też się odsunęli, rozluźniając rozciągnięty wokół monarchini kordon. Nikt ich nie dyscyplinował. Dostojnicy, którzy nakazali zatrzymanie władczyni, wiedzieli, że ich obecność przy samej bramie nie jest na dobrą sprawę konieczna. Wierzeje były zatrzaśnięte, kołowrót zablokowany, klucze ukryte. Nikt nie mógł przedostać się na drugą stronę fortyfikacji, chyba że gotowy był rzucić się w przepaść z wielometrowych wałów. Jadwiga doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Ale nie zamierzała się godzić, by po raz kolejny podejmowano decyzję w jej imieniu. Od niemal roku tkwiła w złotej klatce. Traktowano ją jak rekwizyt, jak piękną wizytówkę królestwa, ale uparcie nie liczono się z jej zdaniem.

– Dość… – niemal krzyknęła. I nie miała na myśli wyłącznie sceny rozgrywającej się przed jej oczami, ale wszystko, co spotkało ją w ciągu ostatnich tygodni i miesięcy. Podniosła głos jeszcze bardziej, stanowczo oznajmiając:

– Nikt, a już na pewno nikt z was, nie będzie mi mówić, kogo wolno mi wpuszczać do łóżka!