Paul spuścił oczy na dłoń, która poznała ból, a potem podniósł je na matkę wielebną. W brzmieniu jej głosu było teraz coś, czego nie spotkał w żadnym ze znanych mu głosów. Słowa były oszczędne i błyskotliwe. Wyczuwało się w nich napięcie. Odnosił wrażenie, że o cokolwiek ją zapyta, odpowiedź wyniesie go ponad jego cielesną powłokę ku czemuś wyższemu.
– Po co poddajesz ludzi próbie człowieczeństwa?
– By ich uwolnić.
– Uwolnić?
– Kiedyś ludzie scedowali myślenie na maszyny z nadzieją, że dzięki temu będą wolni, ale umożliwili tylko innym ludziom i ich maszynom ujarzmienie siebie.
– „Nie będziesz czynił machin na obraz i podobieństwo umysłu ludzkiego” – zacytował Paul.
– Wprost z Dżihadu Butlerowskiego i Biblii Protestancko-Katolickiej – powiedziała – lecz to, co głosi Biblia P-K, winno brzmieć: „Nie będziesz czynił machin udających umysł ludzki”. Czy studiowałeś przypadek mentata w waszej służbie?
– Studiowałem pod kierunkiem Thufira Hawata.
– Wielka Rewolta wymusiła rozwój ludzkich umysłów. Powstały szkoły rozwijające talenty człowieka.
– Szkoły Bene Gesserit?
Przytaknęła.