Diuna
Frank Herbert — Science fiction

– Z owych starożytnych szkół pozostały do dziś dwie najważniejsze: Bene Gesserit i Gildia Kosmiczna. Gildia, jak sądzimy, kładzie nacisk na prawie czystą matematykę. Bene Gesserit zajmuje się innymi sprawami.

– Polityką.

– Kull wahad! – zawołała stara. Spojrzała surowo na Jessikę.

– Ja mu nie mówiłam, wasza wielebność – powiedziała Jessika.

Matka wielebna ponownie skupiła uwagę na Paulu.

– Wpadłeś na to, nie mając prawie żadnych poszlak – zauważyła. – Rzeczywiście, polityką. Pierwszymi szkołami Bene Gesserit kierowały te, które dojrzały potrzebę ciągłości w sprawach ludzkich. Zrozumiały, że takiej ciągłości nie będzie bez oddzielenia rasy ludzkiej od zwierzęcej… w celach rozrodczych.

Nagle słowa starej utraciły dla Paula swą szczególną ostrość. Obraziły w nim to coś, co jego matka nazywała instynktem prawości. Nie żeby matka wielebna go okłamywała. Było jasne, że wierzy w swoje słowa. Chodziło o rzecz istotniejszą, związaną z jego straszliwym przeznaczeniem.

– A matka mówiła mi, że wiele absolwentek szkół Bene Gesserit nie zna swojego pochodzenia – powiedział.