Diuna
Frank Herbert — Science fiction

– Zapisy linii genetycznych zawsze zostają w naszych rejestrach – odparła stara. – Twoja matka wie, że pochodzi albo od Bene Gesserit, albo też jej ród sam z siebie był do przyjęcia.

– Dlaczego więc nie może znać swoich rodziców?

– Niektóre ich znają… Wiele nie zna. Mogłyśmy, na przykład, planować skrzyżowanie jej z bliskim krewnym, by uzyskać dominantę pewnej cechy genetycznej. Powodów jest wiele.

Znów obraziła jego prawość.

– Sporo na siebie bierzecie – rzekł.

Matka wielebna zapatrzyła się w niego. „Czyżbym usłyszała krytycyzm w jego głosie?” – przemknęło jej przez myśl.

– Dźwigamy ciężkie brzemię – przyznała.

Paul czuł, że coraz bardziej wychodzi z szoku wywołanego próbą. Spojrzał prosto w jej taksujące oczy i powiedział:

– Twierdzisz, że mogę być Kwisatz Haderach. Co to jest? Ludzki gom dżabbar?

– Paulu – powiedziała Jessika – nie wolno ci przemawiać takim tonem do…

– Ja to załatwię, Jessiko – przerwała jej stara. – Otóż, chłopcze, czy słyszałeś o serum prawdomówczyni?

– Zażywacie je, by rozwinąć dar wykrywania kłamstwa. Wiem to od matki.

– Widziałeś kiedyś trans prawdy?

Pokręcił głową.

– Nie.