„Arrakis – Diuna – Pustynna Planeta”.
Paul zapadł w sen, który przeniósł go do arrakijskiej jaskini. Dookoła w mdłym świetle lumisfer snuł się tłum milczących postaci. Było tam uroczyście jak w katedrze, a on wsłuchiwał się w szmer spadających kropli wody: kap… kap… kap… Nawet śniąc, wiedział, że gdy się obudzi, będzie wszystko pamiętał. Nigdy nie zapominał snów będących przepowiedniami.
Sen się rozwiał.
Na wpół rozbudzony, świadom ciepła własnego łóżka, Paul rozmyślał i rozmyślał. Ten świat zamku Kaladan, bez zabaw, bez rówieśników… Może i nie warto żegnać go z żalem. Jego nauczyciel, doktor Yueh, napomknął, że na Arrakis nie przestrzegano zbyt rygorystycznie klasowego faufreluches. Na planecie znaleźli schronienie ludzie pustyni, nieuznający nad sobą kaidów ani baszarów: ludzie lotne piaski, zwani Fremenami, pomijani we wszystkich rejestrach Cenzusu Imperialnego.
„Arrakis – Diuna – Pustynna Planeta”.