– Daj mi spokój, Jakub. Myślisz, że matka już mi nie wierciła dziury w brzuchu? Ludzie zaraz będą umierać, rozumiesz? Setkami, może nawet tysiącami. Dzień w dzień. Jeśli mamy uratować choć paru, to potrzebujemy lekarzy. A ja, tak się składa, jestem lekarzem.
– Emerytowanym.
– Ale lekarzem, Kuba.
– Tato...
– Powiedz mi, Kuba – przerwał mu ojciec. – Gdybyś wiedział, tak jak ja, co się wydarzy. Gdybyś wiedział, co trzeba zrobić. Jak byś się zachował?
Tym razem to policjant się nie odezwał. Chociaż znał odpowiedź na to pytanie. Nawet nie musiał się nad nią zastanawiać. Po prostu od razu, automatycznie, pojawiła się w jego głowie. Tacy przecież byli. Ojciec i syn. Zawsze robili to, co było trzeba. Bez względu na koszty.
A potem dotarła do niego jeszcze jedna rzecz. Że ojciec zaprosił ich tutaj nie po to, żeby posprzątać ogród, ale żeby się pożegnać. Chciał po raz ostatni zobaczyć syna i wnuków. Był przekonany, że jeśli wróci do pracy w szpitalu, to nie wyjdzie stamtąd żywy. Ale i tak wracał.
– Wiesz co... jednak napiłbym się tego piwa – powiedział Mortka.
Ojciec uśmiechnął się pod nosem.