– To na siebie uważajcie – powiedział i natychmiast zrozumiał, jak idiotycznie zabrzmiała ta rada. Jakby po prostu machnął ręką na to wszystko, co powiedział ojciec. – Ja muszę wracać do Holandii, ale może mogę coś zrobić...
Ojciec pokręcił głową.
– Damy sobie radę z matką. Tylko że... – Zawiesił głos.
– Że co? – zapytał zaniepokojony Mortka, bo po minie ojca widział, że nie ma co liczyć na dobre wiadomości.
– Dzwonił Mirek Kluska. Kojarzysz go?
– Twój kolega z pracy?
– No. Jest teraz dyrektorem szpitala. I pytał, czybym nie wrócił do roboty. Na tydzień, dwa. Może miesiąc, góra. Bo wiesz... jeszcze się na dobre nie zaczęło, a już im brakuje ludzi.
– Muszą być naprawdę zdesperowani, skoro wydzwaniają do emerytów.
– No właśnie...
– Ale ty nie pójdziesz, prawda?
Ojciec nie odpowiedział. Wolał się schować za puszką Tyskiego.
– Chryste! Ojciec! – krzyknął Mortka. – Nie chcę ci wypominać wieku, ale jesteś stary. Jesteś w cholernej grupie ryzyka! I chcesz iść w sam środek tego pierdolnika? Odbiło ci?! Ty masz w ogóle jeszcze prawo do wykonywania zawodu?