– No – potwierdza zadowolona Olea z tylnego siedzenia. – Strasznie się leniła.
– Nie powinniśmy tak mówić o innych – upomina ją Kristoffer i odpala silnik. – Przecież wiesz.
Odwracam się do Olei, mrugam i szepczę do niej teatralnie:
– Marthe rzeczywiście j e s t trochę leniwa.
Kristoffer chrząka.
– No, ale j a chyba mogę tak mówić – zwracam się do niego. – Mnie wolno z tego żartować.
To takie kuszące, Marthe od czasu do czasu przyda się mały kopniak w tyłek, a tak cudownie jest móc mrugać do Olei, sprawiać, że mała chichocze i patrzy na mnie wielkimi oczami, zachwycona, że jestem taka zabawna. Jedziemy drogą biegnącą wzdłuż wybrzeża, a ja opowiadam Kristofferowi o hipsterskim ojcu i dzieciaku oglądającym O czym szumi las z włączonym dźwiękiem.
– Ludzie się wkurzyli na mnie – wyjaśniam. – A przecież to nie ja hałasowałam. A ten cały tatusiek był naprawdę poirytowany.
Kristoffer pachnie czymś dobrze mi znanym, czuję wonie domku, farby, morskiej wody, ciała.
– Wiesz, dzieciaki nie zawsze jest łatwo uspokoić – mówi.
– Ale gdy Olea miała trzy lata, to nie pozwalałeś jej chyba siedzieć w zatłoczonym autobusie z rozkręconym na pełen regulator iPadem – odpowiadam.