– No nie – przyznaje Kristoffer. – Tylko że ludzie się denerwują na smarkaczy, bo nie wiedzą, jak to jest. Dzieciom trzeba pozwolić być dziećmi.
Kristoffer powtarza czasem takie banały, że dzieciom trzeba pozwolić być dziećmi albo że trzeba słuchać swojego ciała.
– Dzieci czasem płaczą, ale jest różnica między tym a włączaniem głośno dźwięku – stwierdzam.
Widzę, że za bardzo się staram, demaskuję się jako ktoś, kto tego wszystkiego nie rozumie, a Kristoffer tylko wzrusza ramionami i nieznacznie się uśmiecha.
– Włączaniem dźwięku w zatłoczonym autobusie – powtarzam.
– Trzeba głęboko oddychać, Ido – odpowiada Kristoffer i klepie mnie w udo.
Otwieram usta, by powiedzieć coś jeszcze, ale się reflektuję, on i tak tego nie pojmie. Mogę o tym pogadać z Marthe, ona mnie zazwyczaj popiera w takich sprawach, sama się złości, gdy Olea zaczyna hałasować. Chciałabym powiedzieć jej o czymś jeszcze, lecz nie teraz, dopiero wieczorem, kiedy będziemy już po kilku kieliszkach wina, a Kristoffer pójdzie położyć Oleę spać. Wtedy z nią o tym porozmawiam.