– Jesteś okropna – powiedziała do niej z czułością jego teściowa.
– Nie jestem okropna – poprawiła ją. – Jestem ostrożna. Trzeba być ostrożnym.
– Na co za długo czekali? – spytał Cousins, podając drugiego drinka.
– Na chrzest – wyjaśnił Fix. – Mama bała się, że dziecko umrze, zanim je ochrzcimy.
– Chorowało? – spytał Cousins, zwracając się do Fixa. Wychował się w wierze episkopalnej1, ale jej nie praktykował. Jednak z tego, co wiedział, martwe episkopalne dzieci i tak trafiają do raju.
– Nie – odparł Fix. – Małej nic nie dolegało.
Matka Fixa wzruszyła ramionami.
– Nie możesz być tego pewien. Nie wiadomo, co się dzieje w takim dziecku. Ja ochrzciłam ciebie i twoich braci przed upływem miesiąca. Nie zwlekałam. A to dziecko – powiedziała, zwracając się do Cousinsa – ma już prawie rok. Nie zmieściło się nawet w rodzinne ubranko do chrztu.
– No tak, to największy problem – powiedział Fix.
Jego matka wzruszyła ramionami. Wypiła całego drinka, po czym potrząsnęła pustym papierowym kubeczkiem, jakby zaszła jakaś pomyłka. Skończył im się lód, a tylko lód spowalniał tempo pijących. Cousins wziął od niej kubeczek i napełnił go jeszcze raz.