Dwie starsze kobiety w swoich najlepszych niedzielnych sukienkach i bez kapeluszy na głowach oparły się o siebie, obwiedzione ramą otwartych kuchennych drzwi. Gdy Fix spojrzał w ich stronę, obie jednocześnie do niego pomachały.
– Bar jeszcze czynny? – spytała mniejsza z nich. Chciała, żeby to zabrzmiało poważnie, ale pytanie było tak dowcipne, że zachichotała, a po chwili jej przyjaciółka też zaczęła się śmiać.
– To moja matka – powiedział Fix do Cousinsa, wskazując tę, która zadała pytanie, a następnie pokazał tę drugą, wypłowiałą blondynkę o wesołej, szczerej twarzy. – A to moja teściowa. To jest Al Cousins.
Cousins kolejny raz wytarł rękę i wyciągnął ją najpierw w stronę pierwszej z kobiet, a potem ku drugiej.
– Bert – przedstawił się. – Czego się panie napiją?
– Tego, co zostało – powiedziała teściowa. Był w niej tylko ślad podobieństwa do córki – tak samo prężyła ramiona, miała równie długą szyję. To zbrodnia, co czas wyrabia z kobietami.
Cousins sięgnął po butelkę burbona, która stała najbliżej, i nalał dwa drinki.
– Udane przyjęcie – powiedział. – Wszyscy na podwórku nadal dobrze się bawią?
– Moim zdaniem za długo czekali – stwierdziła matka Fixa, przyjmując drinka.