Siostra zawahała się, po czym łopocząc nocną koszulą, pobiegła w stronę korytarza. Nie wiem, czy kiedykolwiek byłam tak samotna jak w ciągu tych kilku sekund, gdy strach ściskał mnie za gardło, a ja czułam, że na moich barkach spoczywa los całej rodziny. Wbiegłam do gabinetu ojca i zaczęłam gorączkowo przetrząsać szuflady wielkiego biurka, wyrzucając ich zawartość – nieużywane wieczne pióra, skrawki papieru, części popsutych zegarów i stare rachunki – na podłogę, dziękując Bogu, gdy wreszcie znalazłam to, czego szukałam. Następnie sfrunęłam w dół po schodach, otworzyłam drzwi do piwnicy i zbiegłam po zimnych kamiennych stopniach, stąpając w ciemności tak pewnie, że drżący płomyk świecy był mi prawie zbędny. Uniosłam ciężką zasuwę i znalazłam się w drugiej części piwnicy, wypełnionej dawniej aż pod powałę beczkami piwa i dobrego wina, odsunęłam na bok jedną z pustych beczek i otworzyłam drzwiczki starego żeliwnego pieca chlebowego.