DZIEWCZYNA Z WRZOSOWISK
Lucinda Riley — Literatura

– Ja… ja tylko… mama myślała, że może przyda się pani parę jajek. – Leah podała pudełko i patrzyła, jak długie, kościste palce zaciskają się na nim.

– Dziękuję.

Leah zaskoczyło łagodne brzmienie głosu kobiety, który zdecydowanie nie przypominał głosu wiedźmy.

– Może wejdziesz?

– No… właściwie…

Ale Megan już chwyciła ją za ramię i wciągnęła do środka.

– Nie mogę zostać długo. Mama będzie się martwić, gdzie jestem.

– Możesz jej powiedzieć, że byłaś na herbatce u tej czarownicy Megan. – Staruszka zachichotała. – Siadaj tam. Zaraz zaparzę. – Wskazała na sfatygowane fotele stojące po bokach małego pustego kominka.

Leah przycupnęła nerwowo, wciskając dłonie pod uda. Rozejrzała się po zagraconej kuchni. Na każdej ścianie były szafki pełne starych słoików po kawie, z jakimiś mieszankami w dziwnych kolorach. Megan sięgnęła po jeden, otworzyła i nasypała do wiekowego metalowego imbryka dwie łyżeczki żółtego proszku. Wlała wody z czajnika i postawiła imbryk na tacy, wraz z dwiema filiżankami, po czym zaniosła ją na stolik przed Leah. Powoli usiadła na drugim fotelu.

– Nalejesz, kochanie?