Leah skinęła głową i nalała parującego naparu do dwóch wyszczerbionych porcelanowych filiżanek. Pociągnęła nosem. Napój miał dziwny, cierpkawy zapach.
– Nie bój się. Nie próbuję cię otruć. Patrz, wypiję trochę i zobaczysz, czy nie umrę. To tylko herbata z mniszka lekarskiego. Dobrze ci zrobi. – Megan ujęła filiżankę obiema dłońmi i wypiła parę łyków. – Spróbuj.
Leah ostrożnie przyłożyła filiżankę do warg, starając się oddychać ustami. Aromat wydał jej się za mocny. Łyknęła odrobinę, szybko, żeby nie czuć smaku.
– No i co? Nie jest taka zła, prawda?
Leah pokręciła głową i odstawiła filiżankę na stolik. Wierciła się niecierpliwie na fotelu, gdy Megan powoli piła.
– Dziękuję za herbatę. Było mi miło. Ale naprawdę muszę już iść. Mama zacznie…
– Obserwuję cię, kiedy codziennie tędy przechodzisz. Jak dorośniesz, będziesz wielką pięknością. To zaczyna być już widoczne.
Leah zarumieniła się, a przenikliwe zielone oczy Megan zmierzyły ją wzrokiem od stóp do głów.
– To może wcale nie być takim błogosławieństwem, jak wszyscy myślą. Uważaj. – Megan nachmurzyła się i sięgnęła przez stolik.
Leah zadrżała, kiedy szponiaste palce chwyciły jej dłoń. Była coraz bardziej przerażona.